Moim projektem w Akademii był dom jednorodzinny dla rodziny 2+2 – rodziców i dwojga dzieci w wieku 8 i 10 lat – w województwie lubuskim. Rodzice pracują w domu, więc potrzebowali dwóch gabinetów. Każdy domownik miał mieć własną sypialnię, do tego garaż na dwa samochody. Marzeniem inwestorów był salon na wysokość dwóch kondygnacji i kominek.
Dom nazwałam „Dolnośląskim”. W okolicy przeważa solidne poniemieckie budownictwo, które kojarzy mi się z Dolnym Śląskiem, choć działka leży w lubuskim. Dom ma więc solidną, „dorodną” bryłę, a elewację z płytki ceglanej, nawiązującej do okolicznych poniemieckich stodół. Jestem dumna, że tę formę udało się połączyć ze standardem pasywnym.
Kluczowy moment przyszedł, kiedy zobaczyłam, że to, jak uformuję bryłę, ma największy wpływ na późniejsze funkcjonowanie budynku i rachunki. Standard pasywny zaczyna się od decyzji architekta – instalacje są ich konsekwencją. To dało mi jeszcze większe poczucie odpowiedzialności za każdy projekt.