
Architektka, która łączy projektowanie z realiami budowy — bo wie, że dobra koncepcja to za mało, jeśli na budowie wszystko się „rozjeżdża”.
ukończyła:
Akademię Budownictwa Zeroemisyjnego
Studiowałam architekturę na Politechnice Wrocławskiej (Wydział Architektury, kierunek architektura), absolutorium uzyskałam w 2004 roku. Od początku interesowała mnie jakość przestrzeni i jej wpływ na człowieka: mikroklimat, akustyka, komfort użytkowania oraz zużycie energii — wtedy jeszcze bardziej intuicyjnie niż systemowo.
W 2010 roku założyłam własną pracownię Designare Interior. Przez lata realizowałam zróżnicowane projekty: wnętrza mieszkalne, restauracje, przestrzenie handlowe, adaptacje nietypowych obiektów, ekspozycje targowe oraz meble.
Przez wiele lat moje projekty dotyczyły głównie wnętrz i funkcjonalnych zmian w istniejących domach. Z czasem coraz częściej pojawiały się rozbudowy, nadbudowy i kompleksowe remonty, a wraz z nimi: izolacje, instalacje i odpowiedzialność za energetykę całego budynku.
Widziałam wtedy bardzo wyraźnie jedną rzecz: klienci — zupełnie nieświadomie — potrafią inwestować pieniądze nie tam, gdzie powinni na danym etapie.
Jako projektantka wnętrz kocham piękny design, ale przy młodych rodzinach kupujących dom „na lata” coraz bardziej oczywiste było, że - fundamentem komfortu są:
- dobra architektura i układ funkcjonalny,
- szczelność, izolacja i przemyślane detale,
- instalacje i jakość wykonania.
Do Akademii Budownictwa Zeroemisyjnego dołączyłam z potrzeby odpowiedzialności za efekt końcowy — nie tylko estetyczny, ale też użytkowy i energetyczny. Chciałam lepiej wspierać klientów i ekipy wykonawcze: umieć tłumaczyć założenia, pilnować spójności decyzji na budowie i prowadzić modernizacje tak, żeby projekt nie „rozsypywał się” w trakcie realizacji.
Miałam też obawy, czy wrócę do fizyki budowli i obliczeń — ale jeszcze silniejsza była potrzeba uporządkowania intuicji w konkretny system, który mogę jasno komunikować klientom i wykonawcom.
Podczas Akademii rozpoczęłam projekt modernizacji narożnego domu szeregowego w Beverwijk w Holandii (rok 1917), w zwartej zabudowie objętej ochroną urbanistyczną — bez pełnej dokumentacji, po wielu przebudowach.
Największym wyzwaniem było osiągnięcie standardów zbliżonych do pasywnych w istniejącym obiekcie, przy ograniczeniach: zacienienie, ciasna zabudowa, brak danych wyjściowych, konieczność etapowania działań i pilnowania opłacalności inwestycji.
Dziś zaczynam projekt od analizy istniejącego budynku: usytuowania, mikroklimatu, stanu przegród, instalacji i funkcji.
Najpierw podejmuję decyzje nieodwracalne lub bardzo kosztowne do zmiany po remoncie, dopiero potem przechodzę do estetyki.
W praktyce oznacza to też zmianę mojej obecności na budowie: wcześniej liczyło się, czy płytki są równo i czy blaty mają dobrą wysokość. Dziś jestem już na etapie izolacji i instalacji — bo wiem, że „niewidoczne” błędy są w modernizacji najdroższe.
Jestem pasywistką, bo wiem, że dobre decyzje projektowe chronią inwestora przed kosztami, błędami i problemami na lata.
W modernizacji najdroższe są błędy, których nie widać na wizualizacjach. Prawdziwy komfort po remoncie jest efektem dobrych decyzji — na tym polega nasze projektowanie pasywne.
ZERO LAB to program, który daje Ci wiedzę, narzędzia i wsparcie, byś mógł/mogła działać z odwagą i tworzyć realne projekty. Masz pytania? Potrzebujesz doprecyzowania?
Napisz do nas – chętnie pomożemy podjąć najlepszą decyzję.© 2025 Akademia Budownictwa Zeroemisyjnego. Wszelkie prawa zastrzeżone.
